Content

Wywiad numeru

Kontrolowany brak kontroli

Z profesorem Edwardem Nęcką, niekwestionowanym autorytetem w zakresie psychologii twórczości, rozmawia Iwona Sołtysińska.

Iwona Sołtysińska: Pamiętam, że psychologia twórczości była moją pierwszą intelektualną miłością na studiach psychologicznych. Czym tak bardzo fascynuje nas kreatywność?

  • Edward Nęcka: Jeśli chodzi o mnie, to przypadek zadecydował, że się zająłem tą dziedziną - wpadła mi w ręce bardzo interesująca książka. Kreatywność jest fascynująca z wielu względów. Intrygujące jest samo zjawisko, ale i to, że psychologia bada kreatywność zarówno w odniesieniu do twórczości wybitnej, jak i do codziennych jej przejawów, znanych każdemu z nas. Zjawisko to próbuje się badać w ramach spójnych ujęć czy teorii, co jest niezwykle trudne, ale nie niemożliwe. Niezwykle ciekawe jest również to, że na twórczość składają się umysł, motywacja i emocje oraz różne cechy osobowości, a wszystko to zachodzi w kontekście społecznym. Zagadnienie to znajduje się na styku kilku obszarów wiedzy, wymaga zatem od badacza kompetencji w różnych dziedzinach.

Jak do tego doszło, że kreatywność stała się przed-miotem badań psychologii?

  • Uważa się, że bezpośrednim impulsem stał się artykuł Guilforda z lat pięćdziesiątych. Był on wówczas prezesem American Psychological Association (APA) i w swoim prezydenckim referacie zachęcał psychologów do badania kreatywności. W istocie jednak wystąpienie to wiązało się z ówczesną sytuacją polityczną. Miało wtedy miejsce apogeum zimnej wojny – trwał wyścig technologiczny oraz wyścig zbrojeń. Amerykanie obawiali się Rosjan, którzy odnosili spektakularne sukcesy i wydawało się, że wygrają w obu obszarach. Mimo iż amerykańska nauka reprezentowała wówczas wysoki poziom, nie miała tak dominującej pozycji jak dziś. Zdawano sobie sprawę również z tego, że cały system szkolnictwa jest niewydolny.

Było to więc posunięcie pragmatyczne, ukierunkowane na osiągnięcie realnej przewagi.

  • Co prawda wcześniej psychologia twórczości stanowiła przedmiot zainteresowań naukowców, ale było to zjawisko niszowe. Obserwowano artystów przy pracy, analizowano nieświadomość w twórczości, lecz badania pozostawały na marginesie zainteresowań psychologów. Guilford natomiast zapoczątkował pracę o charakterze pragmatycznym, wskazał przedmiot oraz metodologię badań. To właśnie wtedy zaczęto podejmować próby stymulacji twórczości, czego nigdy wcześniej nie robiono. Jestem przekonany, że ważną motywacją były powody polityczne, a dopiero potem biznesowe.
    Te ostatnie były związane z rozwojem reklamy i ciągłą potrzebą nowych pomysłów. Okazało się, że źródła tych pomysłów, które tkwią w agencjach reklamowych, wysychają i trzeba się uciec do outsourcingu. Agencje zaczęły zlecać wykonywanie zadań podmiotom wyspecjalizowanym w „wymyślaniu” nowych rzeczy. Do nich należało zaś jedynie zarządzanie pomysłami oraz opracowywanie strategii. Uważam jednak, że wspomniane przyczyny biznesowe były wtórne w stosunku do powodów politycznych.

W tej chwili psychologia twórczości jest bardzo rozwiniętą dziedziną, która znajduje wiele zastosowań.

  • Owszem, istnieje takie przekonanie, lecz nie ma naukowych dowodów na skuteczność technik twórczego myślenia. Można przypuszczać, iż oparte na psychologii twórczości rozwiązania rzeczywiście dają pożądane wyniki. Nigdy jednak nie próbowano badać ich długofalowych skutków.

Wydaje się, że nawet jeśli brak jest twardych dowodów na skuteczność treningu twórczości czy technik twórczego myślenia, takie działania jak uporządkowanie pracy intelektualnej, które się wiążą z zastosowaniem TTM, niewątpliwie przynoszą korzystne rezultaty.

  • Oczywiście, sama refleksja, prowadząca do wniosku, że można zarządzać swoim myśleniem, już jest pozytywna. Metodologia pracy umysłowej nie zrodziła się dzisiaj czy wczoraj. Ważne jest to, czy działają konkretne techniki kreatywności, a nie metodologie pracy umysłowej. Wiadomo jednak, że dla wielu ludzi trening dyscyplinuje proces myślenia.

A jaki był społeczno-lokalny kontekst, w którym rodziło się twoje autorskie podejście do kreatywności? Krążą legendy o letnich szkołach kreatywności, o współpracy z Politechniką Wrocławską...

  • To był fantastyczne poligon... Działo się to w latach osiemdziesiątych. Dysponowaliśmy wówczas jedynie wiedzą teoretyczną, zaczerpniętą z książek i mieliśmy niewiele możliwości praktycznego jej weryfikowania. Próbowałem w ten sposób pracować ze studentami. Nawiązaliśmy kontakt z inżynierami z Politechniki Wrocławskiej, naukowcami badającymi nauki ścisłe, którzy pracowali nad konkretnymi projektami, opracowywali patenty i mieli problemy zupełnie oderwane od psychologii. Różne były oczekiwania obydwu stron, czasami kompletnie irracjonalne. Potem wprowadzono stan wojenny, ale jakoś się udawało kontynuować badania nad kreatywnością. Cały czas ciekawi mnie, jakie podejście do naszych działań miała ta druga strona. Informacje zwrotne były zawsze pozytywne, ale w moim odczuciu przyczyniły się raczej do ogólnego rozwoju naukowców, nie wiem natomiast, jaki miały wpływ na powstawanie nowych pomysłów w dziedzinie technologii. W tamtej rzeczywistości społeczno-ekonomicznej to, co robiliśmy, było zupełnie absurdalne. Pamiętam, jak jeden z uczestników tych szkoleń, późniejszy wojewoda czy marszałek dolnośląski, na pytanie, czemu to wszystko służy, skoro sztywna, państwowa gospodarka nie potrzebuje takich inicjatyw odpowiedział: „To się przyda w wolnej Polsce”. Nasz projekt rzeczywiście, sprawdził się w wolnej Polsce, ale raczej na gruncie szkoleń niż wdrożeń technologicznych. Wynika to z faktu, że polska gospodarka jest ciągle za mało innowacyjna.

 

WYBRANE ARTYKUŁY

  • Wywiad numeru 7 - Kontrolowany brak kontroli

    Burza w szklance wody?

    Coaching z perspektywy systemowej

    Podstawowe założenia: mechanizmy blokujące efektywność w coachingu zespołowym

    Podstawowe założenia: mechanizmy blokujące efektywność w coachingu zespołowym

    Wywiad numeru 6 - Inteligencja bez samoświadomości

background_origami_small background_origami_big